
INTRO Yo. Najpierw ci da wygrać. Potem ci powie, że jesteś wybrany. A potem już sam będziesz wracał. Nawet jak nie masz po co. ZWROTKA 1 Zaczęło się od groszy, nie od wielkich stawek, osiedlowy blat, ziomy, karty, nocne gadki. Nie było żetonów, były monety na stole, dziś wiem, że wtedy już wchodziłem w tę chorobę. Mówiłem: „to rywalizacja, nie żaden hazard”, bo po wypadku sport mi zabrał cały balans. Kosz był miłością, potem ból i operacje, poker dał mi znowu wynik, presję i reakcję. Wrocław, 071, dym nad stołem, oczy czerwone, trzy razy w tygodniu gry, różne mordy, różne strony. Lekarz, prawnik, bandyta, szachista, programista, każdy miał swój głód, tylko inaczej go nazywał. Ktoś grał dla hajsu, ktoś dla ego, ktoś dla twarzy, ktoś miał rodzinę, ale nocą wracał do tej fazy. A ja czytałem ludzi, jakbym widział ich na wylot, nie wiedząc, że sam dla stołu byłem już czytelną książką. REFREN Jeszcze jedno rozdanie, jeszcze jeden ruch, jeszcze jeden kupon, jeszcze jeden cud. Dobra passa mówi: „bracie, jesteś inny niż tłum”, a potem bierze wszystko, zostawia tylko szum. Jeszcze jedno wejście, jeszcze jeden plan, jeszcze raz odrobię, jeszcze będzie stan. Nie grasz już o kasę, kiedy pęka ci głowa, grasz, żeby na chwilę nie czuć tego, co woła. ZWROTKA 2 Sto złotych Full Tilt, pięć tysięcy dolarów, pierwszy narkotyk w głowie: „mogę żyć z kartonów”. Potem satelita z pięciu dolców, świat online, osiemnaście tysięcy, a ja widzę większy raj. Najgorsze nie jest to, że hazard ciągle zabiera, najgorsze, że czasami da ci wygrać jak cholera. Da ci dowód, da ci mit, da ci własną legendę, potem każdy błąd tłumaczysz: „raz już byłem przedtem”. Sto jedenaście złotych, osiem dych na plusie, normalny by dziękował, ja widziałem brakującą sumę. Dwa punkty od mieszkania, tie-break, serce wali, nie wygrałem nic, ale bliskość mnie trzymała latami. Cashout dwadzieścia dwa, wszyscy mówią: „klikaj”, ja wybrałem pazerność, bo ego lubi znikać. Net się wiesza, gol, VAR, ręce zimne jak stal, i nie pamiętam meczu — pamiętam siebie z tamtych lat. REFREN Jeszcze jedno rozdanie, jeszcze jeden ruch, jeszcze jeden kupon, jeszcze jeden cud. Dobra passa mówi: „bracie, jesteś inny niż tłum”, a potem bierze wszystko, zostawia tylko szum. Jeszcze jedno wejście, jeszcze jeden plan, jeszcze raz odrobię, jeszcze będzie stan. Nie grasz już o kasę, kiedy pęka ci głowa, grasz, żeby na chwilę nie czuć tego, co woła. ZWROTKA 3 Lichwiarz nie daje hajsu, on sprzedaje czas, dziesięć procent brzmi lekko, gdy panika łamie kark. Najpierw znika spokój, potem wybór, potem twarz, Rolex od ojca przepadł — tego nie odkupi żaden cash. W Czechach cashowałem, Praga, Ostrawa, Ołomuniec, w Berlinie większy papier, Szwajcaria — inny tunel. Ojciec pierwszy raz w kasynie, widzi jak baba gra grubo, dziesięć koła euro znika parę razy w minutę. UKIPT Newcastle, pierwszy egzamin live, K-J, flop A-Q-10, w głowie: „teraz mój czas”. Mam nuts, typ blady, Q-3 w czerwieni, runner-runner kolor — i wracam do Polski bez sceny. Londyn, Lisiakowa, pakiet z konta wygrany, mówię: „dekolt, idź w bój”, ona robi wynik na sali. Sto dziesiąte z tysiąc trzysta, płatne, funtów parę, poszło jej lepiej niż mi — śmiałem się przez ranę. BRIDGE Hazardzista gra, bo chce wygrać dziś. Profesjonalista wie, kiedy nie grać nic. Granica nie leży w kartach ani w stole, leży w głowie, gdy cisza zaczyna boleć. ZWROTKA 4 WSOP dalej siedzi mi gdzieś pod skórą, Las Vegas, Main Event, sen z otwartą furtką. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale kiedyś tam siądę, bo każdy pokerzysta ma swój stół marzeń. Board dał mi ksywkę — El Magico zostało, on nie dożył książki, ale jest w niej między kartką a prawdą. Dobra passa nie pyta, czy jesteś gotowy, najpierw cię głaszcze, potem wycina do kości. Dziś piszę to, bo nie wszystko da się odrobić, nie każdy dług ma procent, nie każdy ból ma nominał. Nie każda wygrana jest nagrodą od życia, czasem to przynęta, co prowadzi cię do zniszczenia. I choć jeszcze mam marzenia, już wiem jedno na pewno: stół może dać emocje, ale nie odda ci siebie. Bo największą stawką nigdy nie był żeton ani banknot, największą stawką byłem ja — i mój własny spokój. REFREN / OUTRO Jeszcze jedno rozdanie, jeszcze jeden ruch, jeszcze jeden kupon, jeszcze jeden cud. Dobra passa mówi: „bracie, jesteś inny niż tłum”, a potem bierze wszystko, zostawia tylko szum. Jeszcze jedno wejście, jeszcze jeden plan, jeszcze raz odrobię, jeszcze będzie stan. Nie grasz już o kasę, kiedy pęka ci głowa, grasz, żeby na chwilę nie czuć tego, co woła.
Generate Voiceovers & songs with AI
Create audio with more than 300 different voices in our library.

Welcome to the next generation of music creation with our AI Songs Library, where innovative artificial intelligence meets creative expression. Explore a vast selection of user-generated AI songs across genres, moods, and languages. From ambient and cinematic soundscapes to upbeat pop and deep, resonant tracks, our AI-driven technology brings unique, high-quality music to life, perfect for any project or personal enjoyment.
Whether you're a content creator, game developer, podcaster, or simply a music lover, our AI-powered song library offers something for everyone. Each track is crafted using advanced AI technology, ensuring realistic sound quality and a natural feel, with customizable options to suit your unique needs. From background scores to inspirational soundtracks, discover the versatility and depth of AI music on our platform.
Browse our AI Songs Library now to explore user-generated music, crafted with cutting-edge AI technology. Find the perfect soundtrack for your content, elevate your projects with innovative soundscapes, and experience the future of music creation today.